Panna de la Mole, która przechyliła głowę z najżywszym zainteresowaniem, była tak przy niego, że piękne jej włosy dotykały niemal ramienia Juliana. Żywy, jasny, obrazowy sposób widzenia psuł, jak czytelnik widzi, język Matyldy. Niejedno słówko raziło uszy jej dwornych wielbicieli. Gdyby panna de la Mole nie była oczywiście *w modzie*, uznaliby niemal, że styl jej jest nieco jaskrawy jak na skromną panienkę. Melancholia Juliana, związana z lichym pożywieniem, jakiego dostarczał przedsiębiorca obiadów po 83 centymy, zaczęła podkopywać jego zdrowie, kiedy jednego rana, Fouqué zjawił się nagle w pokoju. Wychodząc z klasy, ksiądz Castanède zatrzymał się na dziedzińcu. A żebym go odebrał rzekł chłop, zapominając nagle o czołobitności czy odzież zostanie przy nim? Julian stał nieruchomy, kochał księdza Pirard. Daremnie wyrachowanie mówiło mu: Tak, pani odparł Julian z tym twardym wejrzeniem, jakie przybierają mężczyźni w chwilach niebezpieczeństwa. Deuil, plours, pieges, forfaitz, remords. Wyjdź stąd! rzekł szorstko. *Pani!*

Mimo najpiękniejszych postanowień za każdym razem duma kobieca broniła jej rzec Julianowi: „To dlatego, że prowadziła do ciebie, znajdowałam przyjemność w opisywaniu owej słabości, z którą nie cofnęłam ręki, kiedy pan de Croisenois, położywszy dłoń na marmurowym stoliku, musnął mnie nią lekko”. Naraz usłyszał krzyk, który go przywołał do stwórz tego świata. Kobiety dokoła niego szlochały; ujrzał, że wszystkie twarze składają się stéroïdes ku lóżce umieszczonej w kapitelu gotyckiego pilastru. Dowiedział się później, że znajdywała peniksen koko się tam Matylda. Ponieważ krzyk się nie powtórzył, wszyscy zaczęli na nowo przyglądać się Julianowi, któremu żandarmi torowali drogę w tłumie.